RSS

MATEMATYKA CZASOPISMO

Patrzysz na posty wyszukane dla zapytania: MATEMATYKA CZASOPISMO






Temat: Twierdzenie Fermata o dwóch kwadratach
Gość portalu: pies_na_teorie napisał(a):

| Szanowny Panie Robakks,
|
| wydaje mi się, wulgaryzując matematycznie (za przeproszeniem) to,
| co następuje:
|
| 1)Pańskie twierdzenie to w gruncie rzeczy szczególny przypadek
| jednego z aksjomatów (chyba oczywistego w dodatku), dotyczącego
| działań na wymiarach geometrycznych. Tak umocowane nie wymaga dowodu,
| podobnych twierdzeń można podać więcej. Jeżeli takich aksjomatów
| nie ma, to czyń Pan swoją POWINNOŚĆ (bo ktoś może Pana uprzedzić ;)
| Oczywiście chodzi o te wymiary, które Pan uznaje (co do których
| też jestem przekonany) w odróżnieniu od zwykle uznawanych.

Gdy Pan z uwagą przeczytasz artykuł Piotra Wołowika
serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3565848.html
"Matematyczne Noble przyznane" - to doczytasz Pan taki fragment:
"{Grigorij Perelman} Swoją pracę opublikował w internecie, a nie
w czasopiśmie matematycznym, jak zgodnie z regułami nagrody
powinien był zrobić."
JA swoje prace także publikuję (upubliczniam) w Internecie
więc o prawa autorskie się nie obawiam. Google przechowuje
datę i dane jednoznacznie rozróżnialne: IP-adres, e-mail, podpis.

| 2)Dowód, który Pan przedstawiłeś to nie jest dowód twierdzenia jw.,
| to jest dowód niemocy konwencjonalnej Algebry przy działaniach
| na wymiarach geometrycznych. To nie jej wina, że reaguje prawidłowo
| tylko na ilość, zaś przy pomieszaniu ilości z jakością - pieprzy się
| nawet w zakresie ilości.
| Jest niedopieszczona, zwyczajnie :)
| Jeżeli nie jest wskazany zakres stosowalności przy działaniach
| na wymiarach przestrzennych i nie ma odpowiednich reguł,
| to czyń Pan swoją POWINNOŚĆ
| (bo ...;)

Szanowny Panie.
Każdy (!) normalnie myślący człowiek WIE, że 1 centymetr to nie jest
to samo co 1 centymetr kwadratowy ani jeden 1 centymetr sześcienny.
Fizyka nie ma z rozróżnieniem wymiarów żadnego problemu.
1 [cm] =/= 1 [cm^2] =/= 1 [cm^3]
Problem ma humanistyczna pseudonauka o nazwie "matematyka"
bowiem nie rozróżnia ilości od wymiaru.
W tej matematycznej nowomowie 1 = 1^2 = 1^3.
Problemem od pokoleń jest w istocie obłęd tych wytresowanych
na matematyków biedaków, którzy uwierzyli w oszołomskie hasło
matematyka jest królową nauk. To żałosne pieniactwo.
Matematyka jest wyłącznie częścią języka naturalnego JN zajmująca się
wyłacznie liczebnikami. To chore ujęcie matematyki jest przyczyną
opóźniania POSTĘPU w każdej dziedzinie która wymaga rachunków
na wartościach chwilowych dt, dl oraz wielkościach nieskończonych.
Liczby zależnie od desygnatu magą być wymiarem lub ilością.
Zapis matematyczny tego nie rozróżnia bowiem tzw. matematycy
nie rozróżniają wymiarów.

| 3)Pańskie dokonania wydają mi się rewelacyjne, życzę wytrwałości.
| Liczę przy tym na to, że mogą mieć czasoprzestrzenne skutki ;)

Panie. Już dawno mogły być czasoprzestrzenne skutki - wszak opublikowałem
na Grupach Dyskusyjnych i Forumach dziesiątki tysięcy tez, twierdzeń,
wyjaśnień, wniosków i konkretów z wielu dziedzin działalności intelektualnej
a wszystko dostępne w wyszukiwarkach Internetowych i serwerach
archiwizujących. Za moje 'prace' obnażające FAŁSZ założeń współczesnych
nauk teoretycznych - Forum Mensa, Forum Matematyka.pl, Grupa Dyskusyjna
"pl.sci.matematyka" - z braku argumentów oraz głupoty zablokowało mi
dostęp do swoich GETT.

| Odpowiedzi na pytania :
|
|> czy rzeczywiste pole kwadratu 1^2 zmieni się
|> gdy dodamy do niego lub odejmiemy odcinek o zerowej powierzchni
|> równy długością bokowi kwadratu?

| Odp. NIE

To jasne jak Słońce. ;)

|> Ile to jest 1^2 + 1 oraz 1^2 - 1 ?

| Na gwałt, w dodatku zbiorowy i publiczny (za przeproszeniem ;)
| namówić tu się nie dam, ale :
|
| Ars amandi:
| (przypuszczalsko - wg poradnika, który napisze Pan Robakks !):
| Wolna jedynka nie odpowiada wymiarowo (jakościowo) istocie problemu,
| więc należy ją wyróżnić np. jako 1^,
| ma tu charakter modułu dodawania, więc 1^ = 0
|
| Działania:
| 1^2 + 1 = 1^2 + 1^ = 1
| 1^2 - 1 = 1^2 - 1^ = 1

Jak pisałem w innych postach na tym Forum:
odcinek jest nieskończenie małym elementem pola powierzchni.
Dodanie lub odjęcie odcinka do pola jest równoznaczne takiemu
poglądowemu algebraicznemu zapisowi:
S + S/oo = ?
S - S/oo = ?
W matematyce zaklada się, że S/oo jest równe ZERO - a to oczywiście FAŁSZ
bowiem odcinek o długości 1 nie jest zerem arytmetycznym lecz podwymiarem
dla S podobnie jak S jest podwymiarem dla objętości V.
hehe
Zapewne Pana zdziwi, że V jest podwymiarem dla tendencjału T
nieskończenie większego od V. :-)
Fizycznymi tendencjałami jest na przykład temperatura czy ciśnienie
które wpływają na objętość.
Tak. :)
~>°<~
Edward Robak*
Uwaga: kopia na free-pl-prawdy



Temat: Siedlecki alfabet
S jak prof. SOBICZEWSKI ADAM
Profesor Adam Sobiczewski urodzil sie w 1931 roku w Skierniewicach. W roku 1948
ukonczyl Gimnazjum im. B. Prusa w Siedlcach, a swiadectwo dojrzalosci otrzymal
w roku 1950 w Liceum im. S. Zolkiewskiego, ktore mialo profil matematyczno-
fizyczny. W roku 1955 ukonczyl studia na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii
Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizujac sie w matematyce, a w nastepnym roku
ukonczyl prowadzone rownolegle studia na Wydziale Lacznosci Politechniki War-
szawskiej, specjalizujac sie w zakresie techniki fal ultrakrotkich. Stopien dok-
tora nauk matematyczno-fizycznych uzyskal w roku 1964 na Wydziale Matematyki i
Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego na podstawie pracy z zakresu teorii jadra ato-
mowego, wykonanej pod kierunkiem profesora Zdzislawa Szymanskiego. Stopien dok-
tora habilitowanego otrzymal w roku 1969 w Instytucie Badan Jadrowych na podsta-
wie pracy poswieconej opisowi zaleznosci energii jadra od jego deformacji.
Tytul profesora nadzwyczajnego nauk fizycznych otrzymal w roku 1976, a zwyczaj-
nego w roku 1989.
Prace zawodowa rozpoczal na Wydziale Lacznosci PW jeszcze jako student. Na po-
czatku roku 1962 przeniosl sie do Instytutu Badan Jadrowych. W 1983 IBJ zostal
podzielony na trzy instytuty. W jednym z nich, Instytucie Problemow Jadrowych
im. Andrzeja Soltana, Laureat pracuje do dzis. Wiele czasu poswiecil dzialal-
nosci dydaktycznej. Prowadzil wyklady i cwiczenia z matematyki oraz teorii jąd-
ra atomowego. Wykladal na wielu miedzynarodowych szkolach fizyki jadrowej. Byl
promotorem osmiu prac doktorskich. Profesor Sobiczewski poswieca wiele uwagi
popularyzacji wiedzy, piszac artykuly w czasopismach przegladowych i popular-
nych, uczestniczac w seminariach, wyglaszajac popularne odczyty oraz opracowu-
jac hasla dla encyklopedii. Od roku 1978 jest redaktorem naczelnym czasopis-
ma "Postepy Fizyki". Byl czlonkiem wielu rad naukowych instytutow polskich i za-
granicznych, rady redakcyjnej czasopisma "Europhysics News", komitetow programo-
wych wielu miedzynarodowych konferencji. Od 1968 jest czlonkiem Polskiego Towa-
rzystwa Fizycznego. Otrzymal kilka nagrod i wyroznien. Ma w swoim dorobku okolo
140 oryginalnych i przegladowych prac naukowych, opublikowanych w czasopismach
o miedzynarodowym zasiegu i materialach konferencyjnych. Jest czesto zapraszany
do wyglaszania referatow przegladowych na miedzynarodowych sympozjach.
Jednym z glownych nurtow prac profesora Sobiczewskiego sa badania teoretyczne
nad jądrami superciezkimi. W roku 1966, w jednej z pionierskich prac przewi-
dzial on wspolnie z F. A. Gareewem i B. N. Kalinkiem, istnienie podwojnie
magicznego, kulistego jadra superciezkiego Z=114 i N=184. W konsekwencji oczeku-
je się, ze jądra z jego otoczenia powinny byc stosunkowo trwale. Proby ich syn-
tezy nie zostaly, jak dotychczas, uwienczone sukcesem. Dostepniejsze doswiad-
czalnie okazaly sie nieco lzejsze od nich zdeformowane jadra superciezkie.
Polozenie ich i wlasnosci przewidziane zostaly przez profesora A. Sobiczews-
kiego we wspolpracy z K. Boningiem, S. Cwiokiem, Z. Patykiem i J. Skalskim w
serii prac z lat 1986-91. Sa to jądra polozone wokol podwojnie magicznego jadra
zdeformowanego o Z=108 i N=162. Samo pojecie podwojnie magicznego jadra zdefor-
mowanego zostalo wprowadzone w wymienionych pracach i jest coraz czesciej uzywa-
ne w literaturze swiatowej.
Przewidzenie obszaru stosunkowo dlugozyciowych, zdeformowanych jader superciez-
kich otworzylo nowe mozliwosci rozszerzenia tablicy nuklidow. Juz pod koniec
1994 roku odkryto w Darmstadt dwa nowe pierwiastki:110,111. Wyniki doswiadczal-
ne, potwierdzajace przewidywania teoretyczne profesora Adama Sobiczewskiego i
wspolpracownikow, odbily sie szerokim echem w miedzynarodowej literaturze fa-
chowej i popularnonaukowej. Laureat wspolpracuje blisko z fizykami doswiadczal-
nymi i teoretykami z wielu instytutow krajowych i zagranicznych.

www.kbn.gov.pl/pub/kbn/sn/archiwum/9506/noty.html





Temat: Czy pisujecie listy do redakcji?
widok22 napisał:

> Jędrzeju, w OPSie spis w dziale Literatura jest na razie nader skromny. (Ale
> wielkie brawa za ten dział!).

Też tak uważam że skromny, Sam Pan Marchewka ma zdaje się jeszcze bogatszy
dorobek niz tylko to co tam dałem. Zbieram się napisać do niego w tej sprawie,
oraz aby napisał o klubach toruńskich notki w ramach uzupełnień danych w
dziale - Kluby.

Zobaacz ile klubów ma puste miejsca, poaatrz jak ładnie zrobili to z "ALFY"
i "ASA". Dajcie tylko nam materiały, moze byc zwykły txt, są ludzie kto to
obrobi. Chyba że masz tam kogo co zrobi to od razu w htlm, byłoby bosko :))
Należysz gdzieś, to pogadaj z kim trzeba :)))

> Czy widzisz tam oprócz wydań książkowych także czasopisma?
> A jeżeli tak, to w jakiej sferze poruszać się - czy książek i czasopism w
> całości lub w większości poświęconych zadaniom wymienionym w Szkółce?

Książki i czasopisma toże, jeśli to czasopismo zaznaczyć. Jeśli chodzi o
poszczególne pojedyncze egzemplarze podać nr, rok wydania, tytuł. Sam rozumiesz
konkretne dane.

> Czy może nieco węższym - żeby np. nie kusiło włączenie do spisu "Magazynu
> Miłośników Matematyki" (jest taki!) czy zbiorów zadań MENSY lub pozycji
> dotyczących choćby inteligencji emocjonalnej.

Dawaj i takie jak uważasz że to pomocne w szaradziarstwie, chocby trozeczke ale
bez przesady, w końcu sami mogą sobie załozyć OPS-a na interesujący ich
temat :))

Gdy będą i czasopisma, podzielimy to na dwie części. Non problem.

Książki i czasopisma (dwa w jednym). Fajny pomysł. Kupuję :)))

Może masz na składzie jeszcze kilka innych pomysłów, bo się pomału mi kończą.
Pojawią się jescze "Ksiega gości" może na dniach, "Tablica ogłoszeń", gdzie
można będzie "powiesić" ogłoszenie na ściśle określony czas, a potem samo
spadnie ze tablicy :))

Sprawy się dogrywa, w dalszej kolejności "Rekordy szaradziarskie".
Może baza słowników do przeglądania i ściągnięcia, tematyczne z opisami "Gwary
Polskie i środowiskowe - około 12 tyś haseł, może Fauna, Flora, Przysłowia i
powiedzenia łacińskie, i jeszcze kilka innych.
Wszystko zależy ile miejsca zajmie przyszła wyszukiwarka.

Ale czy ja wiem czy to webmaster wszystko zatwierdzi? :)

Teraz głównie szkółka i szkółka, tu oczekujemy na opracowania zadań raczej
trudnych. Nie będę wymieniał które są dla mnie b. cenne już opracowane, bo sami
to widzicie. Profesjonalizm i tyle. Oby takich jak najwięcej.

Ponadto szukam materiałów na nowy dział (dzisiejszy - świeżutki) "Kto jest Kto"

Zresztą do wszystkich działów szukam, pogrzebaj na strychu, w piwnicy, po
półkach i książkach, może coś znajdziez ciekawego co będzie sie nadawło w
każdym z działów :)

Zapraszam na łamy.

Pozdrawiam

Jędrzej



Temat: internetowa baza polskich artykułów
Hehe, to ja się będę upierać przy swoim (piszę z pozycji matematyka, więc
przpraszam, jeżeli coś nie pasuje do innych dziedzin).

> 1. Publikowanie working papers jest ryzykowne, bo takie bazy z natury rzeczy
> są często zmieniane.

W przyzwoitej bazie (takiej jak np. arXiv.org :)) *wszelkie* zmiany są
odnotowywane (z datą!), zaś poprzednie wersje pracy pozostają publicznie
dostępne. To oznacza pełną i dostepną dla wszystkich dokumentację ewolucji
Twojego pomysłu.

> Opublikowanie tam artykułu nie jest 100% pewnym dowodem na to,
> że autor pierwszy wpadł na taki pomysł.

Oczywiście że nie jest: autor mógł popełnić świadomy plagiat bądź nieumyślnie
powtórzyć czyjś pomysł. Ale jest dokumentem pozwalającym rozstrzygnąć ewentualny
spór o pierwszeństwo.

> Takim dowodem jest publikacja w jakimkolwiek czasopiśmie, choćby nie
> recenzowanym.

Publikacja w czesopiśmie nierecenzowanym nie jest gwarancją oryginalności w ani
trochę większym stopniu niż publikacja w bazie preprintów. (Zresztą, jaka jest
różnica między nierecenzowanym czasopismem elektronicznym a bazą przeprintów?)
Publikacja w czasopiśmie recenzowanym ma tę przewagę, że teoretycznie
przynajmniej jest jeszcze jedna osoba, która sprawdziła oryginalność pomysłu:
recenzent. Ale oczywiście recenzent, podobnie jak autor, nie ma żadnych szans
znać całości publikowanej literatury naukowej (nie mówiac już o
niepublikowanej), więc prawdopodobieństwo wtórności pozostaje niezerowe.

> Przecież takie working papers bywają zmieniane przez samych autorów, a w
> niektórych przypadkach - gdy autorzy wreszcie decydują się na publikację
> w journalu - bywają z takiej bazy wycofywane (często wymaga tego wydawca
> journalu).

W pismach, które mają takie wymagania, nie publikuję. Ich strata. :)

> Co gorsze, nie wszyscy chętnie odwołują się w tekście do takich tekstów -
> working paper jest traktowany podejrzliwie...

Jak ja kogoś cytuję, to na ogół dlatego, że udowodnił twierdzenie, którego
używam. Jeśli dowód jest poprawny, to nie ma najmniejszego znaczenia, czy został
opublikowany w Annals of Mathematics, ogłoszony na stronie www autora, czy
nagryzmolony na serwetce: cytowanie należy mu się jak psu.

> 2. Nawet jeśli nie plagiatem, to grozi to przede wszystkim "przechwyceniem"
> przez innego autora pomysłu badawczego. Ktoś przeczyta working paper i uzna,
> że zrobi to lepiej. Nie cytując tej pracy zrobi badania

Nie cytując, zachowałby się nieetycznie. To samo, ale z zacytowaniem
oryginalnego autora pomysłu, formalnie jest zupełnie w porządku (choć może być
trochę mało dżentelmeńskie wobec młodszego kolegi). Ładniejsze i bardziej
naturalne byłoby napisanie do autora z propozycją współpracy.

> i opublikuje je w trybie przyspieszonym (mając odpowiednie dojścia) w
> czasopiśmie listy A czy B. I udowodnij potem, że to Ty byłeś pierwszy,
> a profesor X ukradł Twój pomysł z working paper... Życzę powodzenia:)

Proszę bardzo: dowodem będzie log mojego papieru w bazie (data publikacji, daty
zmian, ewentualne poprzednie wersje). Papier był w bazie przed publikacją
profesora = ja byłam pierwsza.




Temat: ile sie uczyliscie by sie
Ja ostatnio mawiam, że całe życie ;). Trudno mówić o jakimś konkretnym okresie,
przecież zabierając się intensywniej do nauki nasz umysł nie jest - a
przynajmniej nie powinien być;) - tabula rasa;).

A jeśli chodzi o przygotowania do egzaminów - kiedy teraz sobie to przypominam,
jestem pełna podziwu dla siebie, jak to sobie ładnie wymyśliłam;). A poważniej:
zdawałam na cztery kierunki: MISH, filologię polską, filologię klasyczną z
polską i do KJO na angielski. Rozstrzał może nie największy, ale jednak spory.
Do matury z polskiego zaczęłam się uczyć mniej więcej od ferii zimowych - wraz
z dobrze ponad 10 osobami z mojej klasy chodziłam na zajęcia do byłej
polonistki z naszej szkoły (raz w tygodniu do końca kwietnia). Było warto, bo
powtórzyliśmy tam sporą część materiału, do którego w domu już nawet nie
zaglądałam. Ogólnie uczyłam się na polski niewiele, wychodząc z założenia, że i
tak będę odwoływała się do tych lektur, które dobrze znam, a nie tych, które
pośpiesznie przypominałam sobie na miesiąc czy kilka tygodni przed egzaminem.
Szaleństwo przedmaturalne ogarnęło mnie jakieś trzy czy cztery dni przed
egzaminem, kiedy, jak to zwykle bywa, człowiek odkrywa w swojej wiedzy
największe braki :).

Piszę o maturze, bo polski był moim przedmiotem "koronnym" na egzaminach
wstępnych. Od egzaminu dojrzałości do literatury już właściwie nie zaglądałam -
stwierdziłam, że w końcu przygotowałam się na maturę :). Potem w maju uczyłam
się jeszcze historii - zdawałam tylko maturę ustną, z podanych zagadnień. Okres
przed egzaminem z historii był dla mnie najgorszy, ale jakoś to wszystko
opanowałam. Niestety, do czerwca wiedza historyczna zdążyła mi już częściowo
wywietrzeć ;).

W czerwcu uczyłam się już niewiele i tylko pod kątem charakterystycznych
elementów egzaminów wstępnych, tzn. tych, z których nie przygotowywałam się
wcześniej. Ten czas poświęciłam głównie na przygotowanie tematów na MISH (na
rozmowę wybiera się samodzielnie dwa tematy + lektury do nich; tematy na
szczęście miałam już mniej więcej wytypowane w kwietniu, miałam też chyba ze
dwie przeczytane książki), na naukę z gramatyki i wiedzy o języku
(przygotowywałam się z tego na polonistykę, ostatecznie bardziej przydała mi
się na teście na MISH) i na powtórzenie wg zagadnień potrzebnych rzeczy na f.
klasyczną i polską - na klasyczną historię antyku wg podanych przez nich
zagadnień (ważne o tyle, że na maturze praktycznie jej nie było) + literaturę
antyczną i informacje o najważniejszych tłumaczach utworów łacińskich na język
polski, na polską - różne dziwne rzeczy w rodzaju opanowanej listy czasopism
polonistycznych i kulturalnych wraz z ich tematyką;). Ponadto powtórzyłam
gramatykę z angielskiego (do KJO i na filologię klasyczną, gdzie również
zdawałam angielski). Historii na MISH nie powtarzałam (był tam test z
historii), bo doszłam do wniosku, że materiału jest za dużo, by po raz drugi (a
pierwszy po maturze) zabrać się do tego porządnie.

Moje metody złe być nie mogły, skoro dostałam się na wszystkie kierunki:).

W tym roku było już trochę inaczej (zdawałam na etnolingwistykę i na
językoznawstwo z informacją naukową), bo egzaminy wstępne wypadały tuż po sesji
(i to po moim najtrudniejszym egzaminie), więc czasu na przygotowanie do nich
było niewiele. Egzamin był z wielu przedmiotów: polskiego (ale tylko gramatyki
i wiedzy o języku), angielskiego, historii, matematyki. Najsłabiej czułam się
przygotowana z historii (nie da się powtórzyć tego w ciagu kilku dni;)) i
zrezygnowałam potem ze zdawania tego przedmiotu (była możliwość zdawania tylko
matematyki). Polskiego uczyłam się krótko, bo formuła rozmowy z polskiego była
konkretna i bardzo przewidywalna - powtórzyłam tylko składnię, z którą na I
roku polonistyki nie miałam styczności. Z angielskiego przejrzałam tylko
gramatykę, wychodząc z założenia, że słownictwa i tak nie nauczę się przez parę
dni. Angielskiego bałam się zresztą najbardziej, bo przez cały rok nie
chodziłam na żadne zajęcia z tego języka. Najśmieszniej było z matematyką:), bo
nie miałam z tym przedmiotem kontaktu od czasu liceum, na dodatek jeszcze nigdy
nie powtarzałam naraz wiedzy z kilku działów :). Ostatecznie udało mi się
powtórzyć jakąś 1/3 materiału (w tempie błyskawicznym, bo były to jakieś 2-3
dni mało intensywnej pracy).



Temat: Wymiar a pomiar
Liczebnik
robakks napisał:

> Liczebniki były już zanim wyłoniły się te nauki
> a były - ponieważ człowiek potrafił nadawać nazwy różnym ilościom
> i wielkościom.
> Zgadzasz się Pan z tym? :-)

Poniekąd i po części tak ;-)

Na wstępie, tak dla koncentracji uwagi:
Liczebnik określa liczbę ("ile?") lub kolejność ("który z kolei?").

Pozwala zatem bytowi świadomemu uporządkować rzeczywistość
nawet w sytuacji, w której trafi na zbiór w szczególności (homologicznych)
podobnych do siebie bytów. Jest to zatem istotnie immanentna (archetypalna)
część ludzkiej natury, a nie li tylko efekt kulturowego doświadczenia
wystarczająco dojrzałego aby zeń czerpać podmiotu ludzkiego.

Jak ostatnio wykazali uczeni amerykańscy dostępna nawet niemowlakom.
Patrz: "Co dwie lale to nie jedna...":
========================
'W eksperymencie wzięły udział 24 maluchy (14 chłopców i 10 dziewczynek) w
wieku sześciu-dziewięciu miesięcy. W jednej z wersji badania niemowlakom
pokazywano na ekranie dwie lalki, następnie zasłaniano je parawanikiem, po czym
u góry ekranu ukazywała się ręka zabierająca zza parawanu jedną z lalek. Przez
jakiś czas dziecko patrzyło na sam parawan, na koniec usuwano go i oczom
niemowlaka ukazywała się albo pozostawiona jedna lalka (takiego obrazu się
spodziewało), albo dwie (co było dla niego zaskoczeniem). Zaskoczenie objawiało
się dłuższym o ponad sekundę zatrzymaniem wzroku, jeśli liczba zabawek nie
pasowała.
Karen Winn, prowadząc swoje badania, poprzestała właśnie na tym etapie -
dłuższego zatrzymywania wzroku niemowlaka, jeśli liczba lalek była niezgodna z
oczekiwaniami. Naukowcy wciąż jednak spierali się, na ile ta reakcja była
świadoma i wynikała z rzeczywistego dodawania lub odejmowania toczącego się w
niemowlęcym mózgu. By postawić kropkę nad "i", tym razem zbadano szczegółowo
fale mózgowe odbierane przez system 128 elektrod umieszczonych na dziecięcych
główkach. Okazało się, że owe fale miały bardzo podobny przebieg do tych, jakie
wytwarzają mózgi dorosłych osób oglądających "prawidłowe" i "nieprawidłowe"
matematyczne obrazki.
Do tej pory naukowcy twierdzili, że system wykrywania błędów przez mózg i
oceny, iż obraz jest niezgodny z oczekiwaniem, wykształca się ponad wszelką
wątpliwość dopiero u dzieci 2,5-rocznych. Od dziś wiemy już, że umiejętność
taką zdobywamy niemal pięć razy wcześniej. Szczegóły pracy publikuje
amerykańskie czasopismo "Proceeding of the National Academy of Sciences". '
========================
serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34133,3534766.html
Powstaje pytanie: "Czy niemowlę potrafi już nadawać nazwy różnym ilościom
i wielkościom?"

A czy czyni to szympans?

Gdyż, o ile dobrze pamiętam, również małpy wyższe posiadają zdolność liczenia
przynajmniej do kilku.
Nie wszystkie zwierzęta jednak - vide ptaki (w przeciwnym razie każda kukułka
musiałaby znaleźć inny sposób na wychowanie potomstwa).
A to oznacza, że być może także nie wszystkie istoty świadome i myślące,
zadające sobie podstawowe pytania w różnych oddalonych od siebie zakątkach
naszej rozmaitości czasoprzestrzenej.

Zatem może to być pewna własność li tylko ssaków i ich matematyki.
Będę tu być może mocno obrazobórczy, gdy stwierdzę, że - wbrew dość powszechnej
opinii - nie wierzę w uniwersalność języka matematyki. Inne rozumy, w innych
zakątkach Wszechświata mogły pójść np. w stronę bardziej holistycznego, że tak
powiem topologicznego a nie numerycznego oglądu rzeczywistości niż nasz
monetarny: "z(a)bieraj podatki, dziel i rządź" ;-)

Wnioskując po ptakach - wpierw był holistyczny ogląd rzeczywistości,
a liczebniki pojawiły się ewolucyjnie później jako dogodne narzędzie
do jej podziału i nią zarządzania.

Spróbuję podsumować tę swoją tyradę satwierdzeniem, że dopóki jakaś idea nie
wyłoni się z trzeciego świata Poppera (proszę mi darować to powtarzające się
odniesienie) i nie zacznie być przymierzana przez "byt nazywający" do opisu
własności bytów w realu, real doskonale sobie bez tych nazw i tkwiących za nimi
idei klasyfikująco-uogólniających radzi.
Przykładem niech będzie koło wśród ludów Ameryki. Księżyc i Słońce spokojnie
toczyły się po niebie także dla indian, majów czy azteków. Jednak jak się zdaje
idea koła (jako zapoznana) większej roli w ich kulturach nie odegrała. Mimo to
rzeczywistość była dla nich równie poznawalną otwartą księgą, jak i dla nas.




Temat: Konflikt w sprawie wykładowcy na KUL
Sprawa prof. Zaporowskiej i ks. dziekana jest na tyle bulwersujaca ze praktycznie nie ma tygodnia aby cos sie nie dzialo na wydziale z powodu jednej z tych osob.
Sposob w jaki dziekan broni p. Zaporowskiej jest wrecz nieprzyzwoity.
Pani prof. Zaporowska slynie z "wysokiej kultury" osobistej nie tylko w stosunku do studentow, ale takze do innych pracownikow , w tym takze ze stopniem profesora. Jest tez znana z "bardzo milej" aparycji wsrod pracownikow administracyjnych KUL. Te fakty pozwalaja sformulowac teze ze puszczaja jej nerwy nie z powodu wiedzy studentow , ale z glebokiego niezrownowazenia psychicznego. Choroba nasila sie coraz bardziej. P. prof. twierdzi ze studenci sa coraz slabsi. Zgoda , poziom przychodzacych rocznikow obniza sie coraz bardziej , ale winna jest tu edukacja na poziomie gimnazjum i szkoly sredniej.
I co ? Mam wyzywac w zwiazku z tym tych ludzi? Trzeba pracowac z takim materialem jaki sie ma.
Znam studentow OŚ jak malo kto, i wiem jakie maja problemy. W zdecydowanej wiekszosci przypadkow daje sie je rozwiazac , ale trzeba poswiecic swoj czas i wlozyc w to sporo serca. Do kazdego trzeba podchodzic bardzo indywidualnie. Wymagania tez trzeba dostosowac do zdolnosci studenta.
Zdarzaja sie osoby naprawde bardzo zdolne i tu trzeba te diamenty oszlifowac, a sa tez osoby bardzo slabe. Minimum wymaga sie od wszystkich , ale jak widze zdolnego lenia , to mu mocno dociskam srube, probojac go motywowac w rozny sposob. Nie moze natomiast dochodzic do ponizania godnosci osobistej studenta.
Kto nie panuje nad soba nie powinien byc dopuszczony do prowadzenia dydaktyki, szczegolnie na katolickiej uczelni, dla ktorej niektorzy wlasnie z tego powodu ja wybieraja. Student jest po pierwsze czlowiekiem,dopiero potem studentem.
Jak wytlumaczyc fakt, ze p. prof. "wycina" ok 30-40 osob na pierwszym roku, a potem okazuje sie ze ta selekcje przeszly osoby bardzo slabe, natomist wyrozniajacy sie z innych przedmiotow studenci nie uzyskali oceny nawet dostatecznej. Najbardziej karygodna sprawa jest tu brak przjrzystosci i jasnych kryteriow oceniania.
Osobiscie mam pewnosc co do niektorych osob (sa to pojedyncze przypadki) ze nie powinny ukonczyc tych studiow, ale czlowiek ma zwiazane rece przez prof. Zaporowska , ktora przepuscila te osoby, i musi silic sie na to aby znalesc cos w tym studencie co pozwoli przepuscic go dalej. Przeciez to widac golym okiem ze w sposobie oceniania p. prof. ne ma zadnego racjonalnego algorytmu, a to czy ktos zda czy nie zalezy od jej stanu psychicznego w danym dniu.
Podobno p. prof. jest znakomitym naukowcem. Jednym z kryteriow oceny jest liczba publikacji w czasopismach recenzowanych o zasiegu miedzynarodowym (praktycznie j. angielski). Jesli poszukamy w serwisach naukowych pod haslem : Zaporowska , znajdujemy ostatnia publikacje w 1999 r. Troche slabo , gdyz wybitny naukowiec powinien miec ich przynajmnie kilka w roku. A moze p. prof. nie ma czasu na pisanie publikacji i prace naukowa, bo cale jej zycie absorbuje walka ze studentami na 1, 3 i 4 roku ? Moze nadszedl czas zwolnic ja z tych obowiazkow aby mogla rozwinac swoj talent naukowy , na czym skorzystal by rowniez wydzial, ktory jest oceniany m.in. przez dorobek naukowy pracownikow ?
Czy naprawde kazdy student KULu musi miec tak absurdalnie wielka liczbe godzin z przedmiotow prowadzonych przez prof. Zaporowska. To nie jest przeciez biologia, tylko OŚ.
Ksiadz dziekan swoim wystapieniem jeszcze raz potwierdzil jaki poziom prezentuje. Traktowanie studentow wlasnego wydzialu jako zbednego , szkodliwego elementu kwalifikuje go do tego aby zostal natychmiast zdymisjonowany.
Wypowiadajac sie w ten sposob podwaza wiarygonosc i autorytet calego uniwersytetu a swoja postawa jest woda na mlyn dla tych ktorzy lubia sobie pouzywac na ksiezach.
Jego misja zostala juz zakonczona.
Blokuje wszelkie zmiany, ktore juz dawno powinny byc przeprowadzone, m.in.:
- zrobienie specjalizacji od 3 roku , bez tego kazdy student jest przeladowany wiedza z roznych przedmiotow , i przez to nie ma czasu skoncentrowac sie na przedmiocie ktory go najbardziej interesuje
- rozdzielenie sekcji przyrodniczej od matematycznej, zobaczymy czy matematycy nie majac akredytacji poradza sobie sami , skoro prezentuja taki swietny poziom, jest to o tyle wazzne ze wydzial jest oceniany jako calosc i matematycy majac maly dorobek sciagaja sekcje przyrodnicza w dol
To tylko niektore kwestie ktore wymagaja natychmiastowego rozwiazania , ale z tym dziekanem nie da sie tego zrobic, gdyz jest on zakladnikiem swoich wyborcow podczas ostatnich absurdalnych wyborow, ktorym widocznie nie na reke sa te zmiany.

Studenci OŚ !! Solidaryzuje sie z Wami i mam nadzieje ze doprowadzicie sprawe do finalu. Zycze cierpliwosci i determinacji. Tej sprawy nie mozna odpuscic.




Temat: Matematycy z Enigmy docenieni (nareszczie)
Gość portalu: caterpillar napisał(a):
> Piszesz:
> "Czasem dobrze znac jezyki obce! :)
>
> Boze kochany, na prawde znasz angielski ?
> Nigdy bym Cie o to nie posadzal !
> Jak ty umiesz aluzyjnie zaznaczyc, co umiesz, a czego nie !
> Podziwiam Cie za to. No i te usmieszki na koncu !
> Zupelnie jak w kretynskim australijskim sitkomie.
> Sugerujesz, kiedy klaskac z podziwu nad Kaganem !
K: Staram sie tobie ulatwic zycie, jak moge... ;)
Po kapitalistycznemu... A te "usmieszki" to wynalazek amerykanski, jakby sie
kto pytal. Australijskich sitkomow z reguly nie ogladam. Zostwiam to
mej krolowej... PS: w muzeum stanowym w Melbourne (wielkie i b. nowoczesne)
jest cala sala poswiecona sitkomowi "Neighbours" ("Sasiedzi")...
Kreca go jakis kilometr ode mnie ;)

> Piszesz:
K: Znaj proporcyum, mociumpanie! Nie mozna porownywac wkladu Turinga,
ktory stworzyl podstawy calej informatyki matematycznej (computer science) z
przyczynkowym wkladem polskich matematykow! To tak, jakby porownywac
Tesle, ktory stworzyl naukowa metoda cala teorie elektrotechniki, z de facto
oszustem Edisonem, ktory zatrudnial caly sztab "murzynow" dokonujacych za niego
wynalazkow i odkryc metoda prob i bledow. Odrozniajmy fakty od mitow...
I co powiesz na tajemnice Steinhausa? jak sie on musial wyslugiwac Niemcom,
aby w tak doskonalej formie przezyc okupacje?

> Powiedz stary, jak mozna bedac intruzem na ziemi Aborygenow,
> tak dokladnie znac detale o Steinhausie i to z okresu okupacji?
K: Ty tez jestes intruzem na ziemii Celtow, ktorzy stworzyli bardzo
zaawansowana cywilizacje na terenie Polski, a pozniej zostali z nad Wisly
wygnani przez Slowian w latach 1500 do 500 p.n.e. A co do mej wiedzy:
1. pracuje na uniwerku jako wykladowca.
2. jezdze dosc czesto do Europy.
3. utrzymuje kontakty z polskimi uczonymi.
4. czytam polskie ksiazki i czasopisma.
Starczy?

> Znasz jakies tajne archiwa gestapo albo UB ?
K: Obecnie juz nie tak bardzo tajne... ;)

> Chyba nie jestes bylym UBekiem ?
> A moze jestes bylym gestapowcem ?
> Rzuc wiec te sensacje na stol, albo napisz ksiazke,
> wreszcie cos zarobisz, nie bedziesz musial zebrac o zasilek
> socjalny od potomkow angielskich przestepcow !
> No i wystarczy Ci na dluzej na zaplacenie rachunkow za internet.
K: Nie martw sie o moje rachunki! Na UBowca czy Gestapowca bylem (niestety)
za mlody. A ksiazek sensacyjnych nie pisuje...

> Piszesz:
K: Patrze po prostu trzezwo. A jesli uwazasz, ze Australia to ziemia
Abos, to co powiesz na znacznie wiekszy holocaust Indian w Ameryce Pln
(USA, Kanada) i Lacinskiej (Meksyk czy Peru dawniej, Brazylia nawet
dzisiaj)?
> Chlopie, co sie z Toba na tej emigracji dzieje ?
> Czy na prawde nie masz co robic ?
> Snujesz tylko te swoje schizofreniczno-paranoidalne
> spekulacje i co z tego masz ?
> Zrob wydruki ze swoich testow popierajacych
> Anglikow i ich potomkow na ziemi Aborygenow.
> Moze wreszcie dadza Ci to obywatelstwo,
> o ktorym tak marzysz.
K: Mam je od prawie 20 lat... Odpowiedz mi na pytanie o holokauscie Indian
Amerykanskich!

I zostan w tej Australii, byle bys byl dalej od Polski. To nam tu wszystkim
ulzy. A Australijczycy beda mieli to, na co na prawde sobie zasluzyli:
OBECNOSC KAGANA NA SWOIM TERYTORIUM
K: Z braku argumentow merytorycznych uciekasz sie do atakow ad personam...
Jakie to zalosne... :(

> Pa, stary, - bez odbioru.
K: Argumentow merytorycznych dawno ci zabraklo... :(




Temat: Nobel z ekonomii
> > Komputery poszly na przod, to zalozenia sie znosi.
> Może się mylę, ale mam wrażenie, że ja mówię o możliwościach obliczeniowych
> człowieka, a Ty komputera, który zachowanie człowieka chce opisać.

Oczywiscie, ze mowie o mozliwosciach komputera.
Tak wogule czy uwazasz uzywanie modeli matematycznych za konieczne?

> > > pokazują, że często jednostka może podejmować lepsze decyzje, gdy ma
> > > mnie informacji, a nie więcej
> > Tak, tylko, ze to sa modele RACJONALNE!

> W paradygmacie bounded rationality.

W jakim bounded rationality.
W pelnym rationality. Co wiecej jest to normalne w grach bayesowskich.

> > Bez naprawde dobrego uzasadnienia metodologicznego albo bez jakiegos
> > realnego sukcesu np zrobienia modelu rynku kapitalowego zadno podejscie
> > psychologiczne nie odniesie jakiegokolwiek sukcesu.

> Istnieje np. model behawioralne cyklu życia (Thaler et al.), który dużo
> lepiej pasuje do danych niż modele ekonomiczne.

Przejrzalem sobie pare tych modeli behavioralnego cykli zycia. Czy ten model ma
rownania? Nie znalazlem zadnego rownania w zadnym artykole.

Poza tym ludzie, ktorzy pisza o tym behawioralnym cyklu zycia wogule nie znaja
ekonomii. Pisza o jakis wynikach z lat 70, gdzie rzeczywiscie modele
produkowaly duzo za silne wygladzanie konsumpcji. Tyle tylko, ze to byl wynik
slabej mocy komputerow! Modele te byly zlinearyzowane badz mialy kwadratowa
uzytecznasc lub stala absolutna awersja do ryzyka by produkowac certainty
equivalence.

Teraz, gdy rozpatruje sie zwykly pelny CES dopasowanie tego modelu do danych
jest bardzo dobre! Ludzie w tym modelu maja oszczednosci rownowazne
kilkutygodniowym zarobkom jak w rzeczywistosci, jest precautionary savings jak
w rzeczywistosci - biedni oszczedzaja bardzo malo, im bogatsi tym bardziej
wygadzaja, oszczednosci zaczynaja byc budowane przed emerytura.

Dokladnie te same wnioski, ktore bierze behawioralny cykl zycia prawie jak
zalozenie. Ale Thaler nie dostarcza modelu matematycznego a tylko wartka
narracje. Co wiecej bez identyfikacji, bo to wkoncu stary, najprostrzy model
bez obliczeniowych uproszczen.

Ludzie ci mogli sie zapoznac z historia mysli ekonomicznej. To co oni twierdza
jest dokladnie takie same jak intuicja friedmana jego cyklu zycia. Ona byla
duzo wczesniej.

> > Co wiecej w oparciu o sukces ekonomii to wlasnie psychologia i inne nauki
> > spoleczne powinny przyjac metodologie neoklasyczna. To sie powoli robi.

> Sukces ekonomii jest IMHO dużo mniejszy niż np. sukces neuropsychologii.

Prognozy wszystkich zjawisk oprocz rynku kapitalowego sa duzo lepsze od
prognozy naiwnej. Wiec jest moc predykcyjna.
Poza tym fakt, ze modele z parametrami wzietymi z modeli skalibrowanych do
zupelnie innych sytuacji produkuja sensowne wyniki, nawet praktycznie bez
danych to jest spory sukces mikroekonomii.
Do tego calkiem niezly opis jakosciowych reakcji zarowno na poziomie makro jak
i mikro.
Widzialem taki fajny przyklad. Obliczono optymalny kontrakt menadzerski,
dokonano kalibracji, i wyszlo im dokladnie takie same warunki wynagrodzenia jak
w rzeczywistosci na poziomie ilosciowym!

> Skąd czerpiesz wiedzę o psychologii?
> Z podecznika Aronsona (kiepski) czy z czasopism z listy filadelfijskiej?

Szukalem kiedys aktywnie modeli matematycznych w psychologii.
Troszke napisali, ale ogolnie bardzo kiepskie.



Temat: zamienię książeczki i zabawki (długa lista)
zamienię książeczki i zabawki (długa lista)
Witajcie,
Mam 10 letnią córkę więc może na jakies książeczki dla niej lub dla mnie lub
na coś innego jestem otwarta na propozycje.
Mieszkam w Warszawie. Kontakt na maila gazetowego.
Pozdrawiam Asia

książki są to wydania z przed lat czytane ale w dobrym stanie.
1. O słoniu, który chciał fruwać
2. Bzdurki dla córki
3. O kalendarzu, który miał pstro w głowie
4. Baśń o ziemnych ludkach
5. O prosiaczku, który chciał fruwać – sztywne okładki stron 90
6. Opowieść o czarowniku Twardowskim – w formie komiksu
7. Śmieszne makaron rośnie
8. Cudaczek wyśmiewaczek – 2 szt.
9. Na jagody – 2 szt.
10. Najmilsi – Ewa Szelburg Zarembina
11. Bajeczki z obrazkami
12. Kopciuszek
13. Wdech i wydech zawsze w zgodzie – ćwiczenia oddechowe dla przedszkolaków
14. Pif i Herkules – Pif na wakacjach
15. Pif i Herkules – W cyrku
16. Asteriks w Hiszpanii – komiks
17. Słoń, który wysiedział jajko – twarda okładka
18. Strach na wróble – twarda okładka
19. Elementarz matematyczny – 300 stron dla 6-7 latków
20. Jak z kartki kartkę zrobiono
21. O mądrej Szeherezadzie – cieniutka
22. Psoty i kłopoty wróbelka Elemelka
23. ptaszku, który znał pewna tajemnicę
24. Przygody kota Filemona – twarda okładka
25. Królewna śnieżka i siedmiu krasnoludków – zeszytowa
26. Prosimy do zwierzyńca – Jan Brzechwa – twarda okładka
27. Czarna owieczka
28. Wilk i zając – komiksowa
29. Weather – twarde strony
30. Tabliczka mnożenia
31. Kalkulator myszki MIKI – twarde strony dołączony kalkulator (trochę
popisana w środku)

Czasopisma:
Przyjaciele z zielonego lasu: nr 1-7, 9-10, 13-25 + segregator
Top Mix – czerwiec 2002
DD-reporter – 11/2003
Hugo – listopad 2003 bez płyty
Hugo kwiecień 2004 bez płyty
Hugo maj 2004 bez płyty
gry komputerowe:
Przyjaciele z krainy wiedzy nr 11- teatrzyk lalkowy
Bolek i Lolek – pamiątki z podróży
Ortografia śpiewająco
Między nami literkami
moje pierwsze 123 – przegrywane
Sportowe zmagania
Mały matematyk

Puzzle
Puzzle z telepizzy 3 sztuki
Puzzle Bobo fruit

zabawki;
Zestaw mały lekarz w walizeczce
mała laleczka
mała laleczka nenuco bez ubranka
lalka Zuzia co je i pije wraz z miseczką „jedzonka” i buteleczką „mleczka i
soku”

Mc Donalds
kuferek betty spagetti –
Mali agenci – okulary, zegarek, laser
księga Dżungli – drzewko z laleczką, małpka i słoniem
Animal alley – jednorożec, czarny piesek –
Mój brat niedźwiedź – 4 sztuki
Różdżka i bransoletka Kopciuszka
Z toy story ten w kapeluszu ze świecącym radiem
świecąca mrówka z mrówki Zet

Zestaw porcelanowy kawowy mały (średnica talerzyka 3 cm) w opakowaniu
ramka na zdjęcia zebra

Mikołaj chodzący i śpiewający (w opakowaniu)

Bulba fioletowa z dwoma Bulbinkami jest w opakowaniu

Seasame street – etui na długopisy 19 cm X 10 cm zapinane na suwak
Piórnik w brązową kratkę zapinany na suwak
UNICEF – kolorowanka + kredki

Plecaczek granatowy ze skai 26 cm wysokości

Torba plażowa plastikowa

Karty Harry-ego Pottera

15 sztuk kinderek chyba dla chłopca, bo przeważają samoloty i samochody




Temat: czy testy MENSY faktycznie są obiektywne?
> No właśnie.
> sami zainteresowani i najbardziej kompetentni przyznają, że rzeczone testy
> opierają się na podobnych schematach.

Tak, bo logika jest jedna.

> Poznanie schemeta pośrednio stanowi klucz do rozwiązania części pytań.
> Kilka schematów - i piekny wynik.

Po pierwsze w prawdziwych testach to nie są pytania, na kóre trzeba znać
odpowiedź. Wiedza nie ma nic do rzeczy. To są zadania z rysunkowymi elementami
ułożonymi w pewien logiczny sposób, trzeba znaleźć/odkryć prawidłowość, według
której są ułożone.
Schematów może być baaaaardzo wiele, a czas na rozwiązanie jest ograniczony.
Przykład: w jednym zadaniu są figurki składające się z kółka, szarego kwadratu
i kropeczki; i poznałaś schemat: w każdym kolejnym obrazeczku powiedzmy kółko
jest coraz mniejsze, kwadrat obraca się o kąt 45% i na przemian zmienia kolor
na biały, a kropeczka przemieszcza się jakby była na tarczy zegara co dwie
godziny. No więc brakujący obrazek to ten gdzie te elementy będą kolejno
ułożone we właściwy sposób.
I nic Ci nie da, że masz schemat, bo w następnym zadaniu będą powiedzmy dwa
zachodzące na siebie trójkąty, kreska i listek, które mogą się zmieniać według
całkiem innej zasady. Kombinacji jak to się może zmieniać jest tyle, że gdy
zechcesz dopasowywać schematy które znasz, to nie starczy Ci czasu na pozostałe
zadania. Jeżeli masz w głowie to coś, co się nazywa inteligencją - taką
prawidłowość zauważysz szybko i więcej zadań rozwiążesz prawidłowo, stąd weźmie
się wynik.

> Czy ja mam coś nie tak z informacjami?
> Czy tak jest w istocie?

Zapewne nie miałaś do czynienia z prawdziwymi testami. To co pokazywali w
telewizji, gdzie np. trzeba było dobierać słowa o podobnym znaczeniu albo
rozwiązywać zadania matematyczne, to raczej był sprawdzian umiejętności
szkolnych, z inteligencją dosyć luźno związane.
Kiedyś ścierały się dwa poglądy na to, czym właściwie jest inteligencja: raz,
że jest sumą różnych umiejętności - i na tej podstawie były opracowywane
popularne testy-zabawki jak te telewizyjne i spotykane w czasopismach;
dwa, że opiera się tylko na jednym czynniku, polegającym (w wielkim
uproszczeniu) na zdolności do zauważania związków logicznych. Ta druga
definicja jest trudniejsza, nie da się z tego zrobić czegoś na pokaz. Testy na
geometrycznych figurach nie są atrakcją dla mediów, dlatego ta definicja znana
jest raczej specjalistom, a nie szerokiemu ogółowi. Tymczasem coraz to nowe
badania stwierdzaja, że ta druga definicja jednoczynnikowa jest bliższa prawdy,
w większym stopniu zależy od właściwości mózgu i jest cechą w znacznej mierze
(ok. 60%) wrodzoną. Testy Mensy opierają się właśnie na tym ujęciu inteligencji.
I to się sprawdza: osoby które rozwiązują testy tego typu wiele razy uzyskują
mimo to zbliżone wyniki (różnice 10-15 punktów są nieistotne), nie można tego
nauczyć się żeby "zostać geniuszem".
Jeżeli chcesz poznać swoj IQ w miarę obiektywnie, to idź na testy Mensy, albo
poproś znajomego psychologa o standardowy test RV - znajomego dlatego, że
psychologowie szkolni czy z poradni nigdy nie podadzą Ci wyniku w liczbie, coś
będą ściemniać o tym, że każdy w czymś jest dobry, liczy się rozwijanie
zainteresowań, zaangażowanie i podobne ble, ble ble...

Mensanka :-)



Temat: Ateizm wrodzony?
Na marginesie: kilka cudzych mysli.
Bog=w religiach monoteistycznych istota nadprzyrodzona, najwyzsza, stworzyciel
swiata.

“wierzyc w istnienie Boga”

wierzyc= uznawac cos za prawde

istnienie=rzeczownik od istniec; istniec=miec miejsce w rzeczywistosci.

“wierzyc w istnienie Boga”=uznawac za prawde, ze Bog istnieje w rzeczywistosci.

ateizm=poglad odrzucajacy wiare w Boga, zaprzeczajacy istnieniu Boga.

teizm=poglad filozoficzno-religijny uznajacy istnienie poza i ponad przyroda
jedynego osobowego Boga bedacego stworca swiata i rzadzacego nim.

deizm=kierunek filozoficzno-teologiczny uznajacy Boga z astworce i prawodawce,
ale odrzucajacy jego bezposednie kierownictwo swiatem.

henoteizm=stadium posrednie miedzy politeizmem i monoteizmem: wiera w bostwo,
ktore skupiajac cechy i przymioty innych bostw staje sie przejsciowo jedynym
bogiem (Np.: “Nie bedziesz mial cudzych bogow przede mna” .

dedukcja=metoda rozumowania polegajaca na uzasadnieniu jakiegos zdania przez
wskazanie takiego zdania prawdziwego, z ktorego ono logicznie wynika. ( Aby
dowodzic ta metoda trzeba najpierw uzgodnic z rozmowca twierdzenia wyjsciowe i
miec wspolna z nim logike.

indukcja=w logice: rozumowanie polegajace na wyprowadzaniu wnioskow ogolnych z
przeslanek bedacych szczegolnymi przypadkami tych wnioskow.

“Jezeli mozolna historia ludzkich i chrzescijanskich zmagan o Boga czegos
dowodzi, to tylko tego, ze wszelka proba, aby Boga ujac w pojecia naszego
pojeciowania, prowadzi do absurdu” Joseph Ratzinger: Wprowadzenie w
chrzescijanstwo, Znak 1996.

“Ateista, podobnie jak chrzeœcijanin, utrzymuje, że możemy wiedziec, czy Bóg
jest, czy go nie ma. Chrzescijanin utrzymuje, że możemy wiedziec, że Bóg jest,
ateista, że możemy wiedziec, że go nie ma. Agnostyk zawiesza sad, utrzymujac,
że nie ma dostatecznych podstaw, ani za potwierdzeniem, ani za zaprzeczeniem.
Równoczesnie agnostyk może utrzymywac, że istnienie Boga, chociaż nie
niemożliwe, jest bardzo malo prawdopodobne. Agnostyk może nawet utrzymywac, że
istnienie Boga jest tak malo prawdopodobne, że w praktyce nie warto brac
istnienia Boga pod rozwage. W tym przypadku jest on bliski ateizmowi. Jego
podejscie podobne jest do podejscia ostrożnych filozofów do problematyki
istnienia Bogów starożytnej Grecji. Gdyby mnie ktos poprosil o wykazanie
nieistnienia Zeusa, Posejdona, Hery i pozostalych Olimpijczyków, bylbym
zgubiony w poszukiwania rozstrzygajacych argumentów. Agnostyk może być
przekonanym, że chrzescijanski Bóg jest tak samo malo prawdopodobny jak
Olimpijczycy. W tym przypadku, praktycznie biorac, jest on z ateistami.”
(Bertrand Russel, w czasopismie “Look”, 1952).

“A moze Bog sobie mnie upatryl na ateiste?” Stanislaw Jerzy Lec.

“Czy jestem wierzacy? Bog jeden raczy wiedziec”. Stanislaw Jerzy Lec.

“Na poczatku bylo Slowo, a na koncu Frazes”. Stanislaw Jerzy Lec.

“Bog moze byc ojcem, moze byc sedzia, zegarmistrzem kosmosu, matematykiem,
demiurgiem, ale na pewno nie jest ksiedzem”. Hugo Steinhaus.

Aniolom latwo byc aniolami. Nie jedza i sa bezplciowi. Gabriel Laub.

Czasem wydaje mi sie, ze Bog tworzac czlowieka przecenil swoje mozliwosci”.
Oscar Wilde.

Jezeli Bog stworzyl czlowieka na obraz i podobienstwo swoje, to czlowiek oddal
mu pieknym za nadobne”. Voltaire.

Czlowiek to jedyne zwierze, ktore sie rumieni, i jedyne, ktore ma za co. Mark
Twain.

Diabel jest optymista jezli sadzi, ze ludzi mozna uczynic gorszymi. Karl Kraus.




Temat: biblioteka uniwersytecka
Odpowiedz
Gdzie przeczytales, ze ja uwazam, ze nie nalezy nic
budowac bo to nie ma sensu?! Napisalem wyraznie, ze
nalezy budowac to co ma sens. To sa dwa bardzo rozne
stwierdzenia i nie wiem jak mozna je pomylic.

Natomiast ta akurat budowa sensu nie ma i mimo, ze nie
znam zbyt dobrze potrzeb BUWr, co nieco sie orientuje w
potrzebach pracownikow i studentow tego uniwersytetu. W
zwiazku z tym moge Ci zareczyc, ze jedna z ostatnich
rzeczy jakie Uniwersytet Wroclawski potrzebuje jest super
biblioteka zawierajaca wszystkie zbiory i polozona daleko
od zdecydowanej wiekszosci jednostek uczelnianych. I to
nawet gdyby budynek byl piekny i super nowoczesny. Trendy
sa dzis w tym wzgledzie nastepujace: (1) wydzialy
skladajace sie z pokrewnych instytucji sa zgrupowane
blisko siebie i maja swoje biblioteki wydzialowe, ktore
zawieraja wszystkie materialy specjalistyczne potrzebne
pracownikom i studentom; (2) ksiazek i drukow przybywa w
zastraszajacym tempie, zarowno tych czytanych chetnie jak
i tych ktore sa wypozyczane raz na 5 lat - w zwiazku z
tym, w celu obnizania kosztow czesto kilka uczelni buduje
poza centrum miasta magazyn takich drukow i
kiedy chcesz ksiazke z niego wypozyczyc musisz poczekac
ze dwa dni az zostanie do Twojej biblioteki wydzialowej
dostarczona; (3) to czego uczelnie potrzebuja dzis to
nowoczesne centra akademickie, w ktorych mozna pracowac i
uczyc sie, ktore posiadaja literature podstawowa taka jak
encyklopedie, slowniki, podreczniki itp oraz literature
interdyscyplinarna, ale tez ktore oferuja dostep do
najnowoczesniejszych technologii i to na masowa skale -
juz niedlugo wiekszosc specjalistycznych czasopism bedzie
dostepna glownie przez internet i nie bedzie potrzeba dla
nich powierzchni magazynowych tylko laboratoriow -
podobnie z katalogami, mikrofiszami i calym mnostwem
innych materialow (na przyklad zobacz co oferuje
biblioteka wirualna matematyki ICM - juz u nas w Polsce!,
albo IMUWr ze skryptami, a Uniwersytet jako calosc robi
krok do tylu). I cos takiego by sie nam we Wroclawiu
przydalo, nie nowa biblioteka glowna.

Natomiast odnoszac sie do Twojego zarzutu, ze nie znam
sie na potrzebach biblioteki (notabene nie popartego
zadnym argumentem, ani nie sugerujacego w zaden sposob,
ze Ty wiesz cos tych potrzebach), pozwol mi tylko
powiedziec, ze wiem ze byly robione badania zasobow BUWr
i czytelnictwa i okazalo sie ze do 30% zbiorow to nigdy
nie wypozyczane "dziela" z zakresu ekonomii
socjalistycznej i marksizmu-leninizmu. oraz podobne
kwiatki, czesto w bardzo wielu egzemplarzach (rekord to
bylo 70+ egzemplarzy czegos czego nikt nie czyta).
Zachowujac po 1-2 egzemplarzach takich okazow dla
przyszlych pokolen i nie zmieniajac nic wiecej w
bibliotece mozna by uwolnic miejsca na najblizsze 20 lat.
A co by daly nowoczesne katalogi, a co by mozna osiagnac
gdyby literature specjalistyczna rozdysponowac do
bibliotek wydzialowych, a co by dalo wieksze korzystanie
z zasbow internetu, czy chocby lokalnych baz danych ... A
budynek stoi od ponad (?) 100 lat i drugie tyle przy
odpowiednim remoncie moze postac. Nie musze dodawac ze
taki remont wyjdzie znacznie taniej niz calkiem nowy budynek.

> Ty oczywiście lepiej znasz potrzeby biblioteki
uniwersyteckiej we Wrocławiu!!!
> Pewnie lepiej nic nie budować, nic nie remontować bo to
przeciez nie ma sensu!!




Temat: Co za popłoch
Nieśmiali żyją krócej...
Dlaczego nieśmiali żyją krócej? - To nie wina ich charakteru, ale częstych
stresów, na jakie są narażeni - twierdzą amerykańscy naukowcy, którzy opisali
mechanizm zmniejszania się odporności osób nieśmiałych
Wyniki badań naukowców z Kalifornii są dramatyczne. Nieśmiali nosiciele HIV
mają nawet dziesięć razy wyższe więcej wirusa we krwi niż ich bardziej odważni
koledzy. Szybkość reprodukowania się wirusa - mierzona właśnie jego stężeniem
we krwi - to główny wyznacznik długości ich życia. Podobnie wstrząsające są
wyniki kuracji antywirusowej. Liczba wirusów, zamiast spadać jak w przypadku
ekstrawertyków, u nieśmiałych bezustannie rośnie.
Co mnie stresuje, to mnie zabija
O tym, że ludzie uczuciowi o "melancholijnym" charakterze żyją krócej pisał już
w starożytności Galen - nadworny medyk cesarza Marka Aureliusza. Przez lata
naukowcy uznawali jednak jego koncepcje za tezy pseudofilozoficzne niż naukowe.
Współczesne badania, zamiast na mało precyzyjnych cechach charakteru,
koncentrowały się natomiast na depresji. Pokazywały zależność między jej
występowaniem, a niektórymi przypadłościami, np. osteoporozą, chorobami
wieńcowymi, a nawet rakiem. Kilka lat temu np. David Spiegel z Uniwersytetu
Stanforda na 5 tys. pogrążonych w depresji osób wykazał, że prawdopodobieństwo
rozwinięcia się u nich choroby nowotworowej jest aż dwukrotnie wyższe niż u
zdrowych.
Krok dalej poszedł teraz Steve W. Cole razem ze współpracownikami z
Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Uczeni ci postanowili zbadać
przewidywania starożytnego medyka: czy jedna z cech charakteru, nieśmiałość,
faktycznie wpływa na nasz system odpornościowy i pośrednio na długość życia?
Zgubne skutki nerwowości
Cole zdecydował się na badania osób zarażonych wirusem HIV, gdyż atakuje on
właśnie system odpornościowy. Badania przeprowadził na 54 nosicielach z okolic
Los Angeles we wczesnym przebiegu choroby.

Ustalenie poziomu ich nieśmiałości nie było łatwe. Najpierw przeprowadził
standardowe testy psychologiczne. Potem próbował zestresować badanych bądź to
puszczając im niespodziewanie wyjątkowo nieprzyjemny dźwięk, bądź też strofując
ich za źle wykonane obliczenia matematyczne. W tym samym czasie mierzył ich
ciśnienie krwi, częstotliwość uderzeń serca, pocenie się czy poszerzenie naczyń
krwionośnych. W ten sposób ustalił "drabinę" nieśmiałości, czyli oszacował kto
z badanych trudniej przystosowuje się do nieprzyjemnych sytuacji.
Już pierwsze badania Cole'a sprzed trzech lat opublikowane w "The Proceedings
of National Academy of Sciences" pokazały związek między wysoką aktywnością
centralnego układu nerwowego a stężeniem wirusa HIV we krwi. Osoby nieśmiałe,
jak się okazało, żyją w nieustannym stresie wywołanym koniecznością kontaktów z
innymi. Ich mózg nie może się uspokoić, wciąż wysyła komendę "walcz lub
uciekaj!". Wyzwala jednocześnie hormony utrzymujące organizm w podwyższonej
gotowości. Jakie?
Steve Cole wykrył to dopiero niedawno i opisał w czasopiśmie "Biological
Psychiatry". Winna okazała się noradrenalina - hormon, który m. in. podwyższa
ciśnienie krwi oraz przekazuje informacje między komórkami nerwowymi w mózgu.
Im więcej stresu, tym więcej noradrenaliny wydziela organizm. Im więcej zaś
feralnego hormony, tym wirusowi HIV niszczyć układ odpornościowy chorego. - To
nie bezpośrednio charakter, ale wysoki poziom stresu podczas kontaktów z innymi
prowadzi do zwiększonego rozwoju wirusa HIV u nieśmiałych - podsumowuje Cole.
Następnym krokiem badaczy będzie sprawdzenie, czy sztuczne powstrzymanie
wydzielania feralnego hormonu u nieśmiałych może spowolnić u nich rozwój wirusa
HIV.




Temat: czy to by podrożyło edukację ?
vviosna napisała:

> > czy dałoby się bez większych kosztów ( bez oczywiście redukcji etatów )
> > zamienić ilość nauczania na jakość ?
>
> nie daloby sie. nie da sie poprowadzic lekcji i nauczyc WSZYSTKICH uczniow
tego
> ,
> co przewidziane w programie, gdy w klasie jest 36 uczniow.

dlaczego jest jeden program dla wszystkich - w stanach są
jakiś minimalne wymagania + zajęcia dodatkowe ( elektives + honor ) -
ma to sens .

dlaczego uczeń nie zdając powiedzmy matematyki , musi powtarzać
wszystkie przedmioty - to nie ma najmniejszego sensu .

> byloby to mozliwe, gdyby klasy byly 8-10 osobowe, no, 12-to.

12 osobowa klasa to kompletna fikcja , natomiast 36 osobowa klasa
to bardziej przypomina szkołe przetrwania .

> zamiast rozrosnietej do monstrualnych rozmiarow strefy urzedniczej, ktora
zbija
> baki na czatach, forach, gg, kawkach, imieninkach, kobiecych czasopismach,
> rozmowach prywatnych z aparatu sluzbowego, czy po prostu plotach przy kawie,
> zatrudnic by sie powinno wiecej nauczycieli tak, by np dzieciaki nie musialy
> uczyc sie w systemie zmianowym, w przepelnionych klasach itd.
> no coz, ale ktoz z tych urzedasow od zbijania bakow chcialby naprawde
> popracowac, wysilic mozgownice i uczyc dzieci? pewnie zaden. a naprawde praca
> nauczyciela moze byc przyjemnscia, gdy ma sie 10 osob w grupie, jest wtedy
> kameralnie, dla wszystkich ma sie czas, kazdemu mozna wyjasniac do
> oporuniezrozumiale zagadnienie, nie trzeba krzyczec (niszczyc glosu), bo i tak
> wszyscy uczniowie uslysza, co mowi nauczyciel.
> no coz, taki mamy denny ustroj :(

niegdyś na lekcji poprosiłem uczniów o włączenie wideo - rzuciło się
do sprzętu pięciu . minęło kilka minut i wideo ciągle nie właczone .
poprosiłem by został przy sprzęcie jeden uczeń - właczył wideo
w kilka sekund .

obserwowałem z pokoju nauczycielskiego na budowie kilku pracowników .
na pierwszy rzut oka było ich po prostu za wielu . praca im się
ślimaczyła i wyglądało jakby jeden rywalizował z drugim , by
nie zrobić przypadkowo więcej . wyobraziłem sobie ich rozmowę -
"przynieś cegłę " , "nie przyniosę , ostatnio ja przyniosłem
cegłę , Wotjek nie przynosił cegieł ponad godzinę ", "
Wojtek przedtem nosił po dwie cegły i zrobił swoją działkę " .

ciekawe uwagi mają pracownicy biblioteki . muszę siedzieć i czekać
na sprawdzenie pracowników , czy książka jest na stanie , bo
w komputerze "funkcja na stanie" nie działa . na uwagę , dlaczego
sam nie mogę sprawdzić tego w komputerze , odpowiadają , że komputer
"nie przyjmuje" . wyraźnie dbają o to , by mieć pracę . dwie
panie siedzą za ladą z minami profesorów przyjmując zgłoszenia .
po 10 minutach zbierają ( jedna z nich ) zgłoszenia i wysyłają
windą do zbiorów . nikt nie dba o mój czas . nie pozolą
mi samemu wziąć książki z półki , nie pozwolą sprawdzić w komputerze
czy książka jest na stanie ( co mógłbym zrobić w domu nie angażując
swojego czasu na zbędną drogę do biblioteki ) .

tak też wygląda praca urzędników . zbyt wielu i jeden ogląda się
na drugiego w rywalizacji " nie mogę zrobić więcej wychodząc na
frajera " . już w prostych czynnościach mozna zauważyć zmniejszoną
efektywność spowodowaną przerostem etatów - nieproporcjonalna
do ilości zatrudnionych . "dbając o swoją pracę " jak biblitekarki tworzą
prawdziwy gąszcz przepisów , rozporządzeń i formularzy dla klienta ,
zabierając mu czas i zmniejszając jego efektywność pracy .

wbrew pozorom , takie dziłanie sprzyja wzrostowi bezrobocia .
tworzy się etaty fikcyjne , nieproduktywne , mało efektowne w rezultatach ,
bywa że szkodliwe dla inicjatywy klienta . czas każdego klienta
jest tracony na głupawe procedury , by kilku więcej urzędasów
miało stanowiska .




Temat: Projekt Perseidy 2007 - weź udział w akcji!
Projekt Perseidy 2007 - weź udział w akcji!
Pracownia Komet i Meteorów zaprasza miłośników astronomii do udziału w akcji
obserwacyjnej "Projekt Perseidy 2007". Można wziąć w niej udział podczas obozu
astronomicznego lub zdalnie.

Pracownia Komet i Meteorów zaprasza wszystkich miłośników astronomii
zainteresowanych tematyką meteorową na Projekt Perseidy 2007, który odbędzie
się w dniach 6–19 sierpnia w Stacji Obserwacyjnej Obserwatorium Warszawskiego
w Ostrowiku pod Warszawą, położonej na terenie Mazowieckiego Parku
Krajobrazowego. Uczestnicy tegorocznego spotkania będą świadkami maksimum
jednego z najbardziej spektakularnych rojów meteorowych – Perseidów i aktywnie
przyczynią się do lepszego poznania jego natury. Zapraszamy do współpracy
także osoby, które chciałyby wziąć udział w akcji obserwacyjnej w swoim
miejscu zamieszkania - każda wykonana prawidłowo obserwacja będzie bardzo cenna.

Projekt organizowany jest z myślą o początkujących obserwatorach, którzy pod
okiem studentów astronomii i pracowników naukowych, a także weteranów spotkań
Pracowni zdobywają umiejętności i wiedzę niezbędne do prowadzenia
samodzielnych obserwacji i zrozumienia natury obserwowanych zjawisk.
Prowadzone będą obserwacje wizualne, teleskopowe, fotograficzne i video.
Będziecie mogli poznać działanie i obsługiwać sprzęt tworzący Polish Fireball
Network.

Obserwacje podczas Projektu Perseidy 2007 będą miały znaczenie naukowe. Bardzo
dużo uwagi poświęcone będzie najnowocześniejszym metodom automatycznych
obserwacji meteorów. Dzięki zebranym danym pragniemy zbadać aktywność oraz
strukturę roju Perseidów, a wyniki opublikujemy w czasopismach naukowych.

Szczególny nacisk zostanie położony na naukę analizy i interpretacji danych
obserwacyjnych przy pomocy oprogramowania stworzonego przez członków Pracowni.
Dlatego mile widziane będą zgłoszenia od osób, którym nieobce są matematyka i
podstawy programowania.

W Ostrowiku przez cały rok prowadzone są obserwacje przy użyciu
profesjonalnego reflektora systemu Cassegraina o średnicy zwierciadła 60 cm,
co da uczestnikom możliwość obcowania z nauką na najwyższym poziomie. Do
Waszej dyspozycji będzie zaś dwudziestocentymetrowy refraktor Grubb oraz trzy
teleskopy 105/500mm Celestrona.

Jednak Spotkanie to nie tylko obserwacje i wykłady. Odbywają się tam także np.
mecze siatkówki i ogniska. Projekt Perseidy 2007 czerpie z tradycji Obozów
Astronomicznych PKiM, których unikalną atmosferę można poczuć czytając zebrane
przez Macieja Kwintę słynne Zapiski Ostrowickie czy przeglądając galerie zdjęć.

Projekt jest sponsorowany przez Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu
Warszawskiego! Zapewniamy materiały do obserwacji, zakwaterowanie we w pełni
wyposażonym budynku mieszkalnym Stacji, ubezpieczenie oraz możliwość
całodobowych konsultacji. Dojazd i wyżywienie - we własnym zakresie.

W pierwszej kolejności zostaną rozpatrzone zgłoszenia od osób, które wykonają
przed spotkaniem własne obserwacje (a następnie prześlą je wraz ze zgłoszeniem
na podany niżej adres), lub/i nawiążą kontakt z Pracownią i wykonają pracę
teoretyczną. Informacje dotyczące działalności Pracowni i wszystkie materiały
niezbędne do wykonania samodzielnych obserwacji możecie znaleźć na naszej
stronie internetowej.

Na indywidualne zgłoszenia czekamy do 30 czerwca (termin nieprzekraczalny).
Każde zgłoszenie powinno zawierać pełne dane uczestnika (imię, nazwisko, adres
pocztowy, telefon kontaktowy, numer PESEL). Zebrane dane będą wykorzystane
tylko w celach rekrutacji na Projekt Perseidy 2007. Około 14 lipca ogłoszona
będzie lista zakwalifikowanych i zostaną rozesłane indywidualne zaproszenia
wraz ze szczegółowymi informacjami.

Zgłoszenia oraz wszelkie pytania i wątpliwości prosimy przesyłać drogą
elektroniczną na adres:

pkim@pkim.org
pfn.pkim.org/
lub pocztą tradycyjną:

"PKiM - Studenci"
Obserwatorium Astronomiczne
Uniwersytet Warszawski
Al. Ujazdowskie 4
00-478 Warszawa

Serdecznie zapraszamy!
Zarząd PKiM



Temat: TAK_ZWANY - TY ... ORTODOKSYJNY STUDENCIE
> Biotechnologia to zupełnie co innego niż biologia, bo to jest wykorzystywanie
> biologii w celach technicznych(i nie tylko) i to ma jakąś przysżłośc.

nie biologii - tylko niektorych dziedzin, ktore sie moga o nia ocierac -

> Jasne że konkurencja jest duża, bo idzie tam każdy, kto jakoś tam kuł się
> bilogii i teraz nie wie coze sobą zrobić. Pamiętaj że zazwyczaj biologii kują
> się najgłupsi, bo to zwykła pamięciówa(i nie próbuj mnie przekonywać że jest
> inaczej). Kują je osoby które nie są w stanie pojąć matematyki, fizyki czy
> chemii.

tu mocno przesadzasz -

> A oto kilka słów o pracy
> -przemysl-nie wiem jaki

bo w Polsce nie ma takiego przemyslu - browary - ha! nie do dobicia sie... -
jesli juz cos jest to dla biotechnologow z politechniki -

> -kosmetyka-pomyliło ci się z chemikami

no - raczej biochemikami -

> -stacje krwiodastwa, firmy farmaceut.-znów ci się pomyliło tym razem z
medycyną
> - zaklady przetworstwa spozywczego-że jako kto?

to sa miejsca, w ktorych w ogole nie ma naoboru - chyba ze pod katem
logistycznym, menadzerskim, etc.

> - banki genów, pracownie mikrobiologii,instytuty medyczne i dośw.-tak,
rzeczywiście to będzie około 30-50 miejsc pracy w skali kraju w ciągu roku

to sa miejsca zarezerwowane dla tych, ktorzy widza siebie w karierze naukowej -
biologow jest tam jak na lekarstwo (raczej biologia molekularna- czyt.
biotechnologia uniwersytecka) - miejsc jest wiecej niz piszesz, ale kasa na
poczatku zadna -

> -doradztwo rolnicze-komu ty chcesz doradzać, znajdź mi jednego rolnika który
> powie ,,stary, weź mi powiedz ile mam zasiać i jak", więc ja nie wiem komu
masz
> doradzać

to sa miejsca dla "politycznie" popieranych

> -jednostki zajmujące się ochroną i rekultywacją środowiska-ładnie brzmi ale
nic
> nie znaczy, może istnieją ze dwa przedsiębiorstwa zatrudniające takich ludzi

popieram - nie ma naboru -

> -ośrodki hodowli roślin i zwierząt-no tak możesz już zacząć hodować króliki,
> ale czy potrzebna jest do tego nauka?

racja - wola ludzi ze srednim wyksztalceniem -

> -redakcje czasopism naukowych i popularno-naukowych, redakcje radiowe i
> telewizyjne- no tak od groma jest takiej prasy

od groma - ale nie zatrudnia sie tam etatowo ludzi "z dziedziny" - na etacie sa
specjalisci od dziennikarstwa i zarzadzania - ludzi "z dziedziny"
mozna "prosic o konsulatacje" -> szukaj w PAN-ie, na uniwersytecie, etc.

> Kucia jest więcej, a po polonistyce przynajmniej wiesz dlaczego mówisz tak a
> nie inaczej. Prace i tu i tu masz jedną-szkoła.

no - z tym "kuciem" i stosunkiem ilosciowym to wciaz sie bede spierac -
potrzebna by byla osoba renesansu, ktora zaserwowalaby sobie i to, i to -

> I nie napisałem że jest tylko jeden wydział,a że wydziałów jest od groma
> itakich jak ty będzie kilkadziesiąt tysięcy rocznie, co jest za dużą iloscią.

to prawda - ale dotyczy tez innych kierunkow - najlepsi lub, Ci z za-"pleczem"
zostaja wchlonieci przez rynek -

> A to że ludzie nie widzą przyszłości w biotechnologii, wcale nie sparwia że
tej przyszłości nie ma.

nie ma "przyszlosci" w biotechnologii - w biotechnologii sa pieniadze - ale do
tego jest potrzebny dobry umysl scisly i "żyłka" do interesow -

eM



Temat: Zadanie nie na turniej
Piloje:
Z Tobą nie zgadzam się co do zadań logiczno-matematycznych. Skoro są drukowane
przez czasopisma szaradziarskie, stanowią pełnowartościową konkurencję, na równi
z szaradami czy rebusami. Co innego zadania szachowe czy scrabblowe - te
faktycznie są z innej rzeczywistości.

JW1969:
Piszesz: W zasadzie to samo zadanie może być "turniejowe" w jednym zestawie, a
"nieturniejowe" w innym. Nawet nie wiesz, jak mi było trzeba potwierdzenia
relatywności tego pojęcia. Ono bardziej pasuje mi do języka polityki niż do
rozrywek umysłowych.

Julesw:
Z Tobą się nie zgodzę, że zadanie na turniej to takie, które każdy startujący
powinien móc samodzielnie rozwiązać. Po pierwsze, jest to postulat nierealny,
jako że twórcy zestawu nie wiedzą a priori, kto będzie startował (gdyby wśród
uczestników znalazł się ktoś, kto wcześniej rozwiązywał wyłącznie łatwe
panoramy, a i te rzadko do końca, zestaw musiałby się składać z samych łatwych
panoram). Po drugie: turniej złożony tylko z pytań, na które każdy zna
odpowiedź, byłby koszmarnie nudny. Obawiam się, że zadowolony byłby tylko jeden
uczestnik, a mianowicie ten z ostatniego miejsca   ;-)

Przyznam, że spodziewałem się tu raczej opinii z drugiego końca krzywej Gaussa:
że zadanie nieturniejowe to takie, którego nikt nie rozwiązał. Z tym poglądem
też bym się nie zgodził, jako że zdarzyło mi się kiedyś, że jakieś zadanie
rozwiązałem jako jedyny ze startujących. To by oznaczało, że zadanie było
turniejowe dzięki mojemu stawiennictwu na zawodach, a byłoby nieturniejowe,
gdybym nie przyjechał (albo przyjechał i zdecydował o niebraniu się za nie). Jak
dałem do zrozumienia wyżej, z tym paradoksem zadania równocześnie turniejowego i
nieturniejowego pomógł mi swoją wypowiedzią JW1969.

Dodam, że - przynajmniej od jakiegoś czasu - staram się nie nazywać żadnego
zadania nieturniejowym. Każdy z uczestników zawodów ma przed sobą to samo i ma
myśleć. Tu będę bardzo stanowczy: ma myśleć! W końcu chodzi o rozrywki umysłowe.
Jestem przeciwny automatyzmowi, choć oczywiście to też pewna sprawność mogąca
stanowić sedno konkretnego turnieju i prawem organizatora jest taki turniej
zrobić (za taki uważam tegoroczny WTR na Biesiadzie). Ja jednak wolę główkowanie
już na etapie wyboru, co rozwiązywać. Jeśli ktoś porwie się z motyką na słońce -
znaczy: popełnił błąd taktyczny. Co to za zabawa, kiedy nikt nie popełnia błędów?

Jednym z ostatnio tak nazwanych zadań ("zadanie absolutnie nieturniejowe, mimo
punktacji 5-4-3-2") były "Ptasie ciekawostki" z Mistrzostw Przemyśla. Ja bym nie
był tak kategoryczny i niechętny temu zadaniu. Oczywiście, że rozwiązanie tego
na turnieju graniczyło z cudem, ale przecież to zadanie też coś znaczyło w
zestawie. Jeśli tylko zabrało komuś czas, to już przez to miało wpływ na wyniki.
A nie był to wpływ losowy, tylko wynikający z konkretnych decyzji podjętych w
czasie gry przez konkretnych startujących.

Nowy trop:
Przygotowuję od czasu do czasu różne turnieje, dlatego chciałbym rozszerzyć ten
temat o spostrzeżenia autorsko-jurorskie. Otóż na turniej nie nadają się zadania
takie jak diakrostych czy bliźniaki. Powód? Diakrostych wymaga dużego nakładu
pracy, a nie ma jak zrobić punktacji stopniowanej. Jeśli za pomylenie jednej
litery w 125-kratkowym diagramie punktacja ma spaść z 5 punktów na 0, to to jest
kara nieadekwatna do błędu. Diakrostych z MKr był próbą ominięcia tego problemu
(dla niezorientowanych: zamiast fragmentu wiersza powstawała krzyżówka, której
rozwiązanie już łatwo można było zestopniować). Generalnie wszystkie zadania
punktowane wysoko i bez stopniowania są może i turniejowe, ale bardzo
kłopotliwe. Bliźniaki są kłopotliwe z innego powodu. Trudno wyobrazić sobie
bliźniaki z JEDNYM źle wpisanym wyrazem. Trudno je (wyrazy) w ogóle liczyć.
Czasochłonność poprawiania też jest warta uwzględnienia   ;-)



Temat: Wojna wybuchnie w przyszłym tygodniu?
I masz racje co do generatywizmu
I tu Cie mam, Maksior! Wspolczesna humanistyka nie jest mowieniem tego, co sie
badaczawi wydalo. Wiesz, w stylu "co autor myslal, piszac te slowa". Poczatki
tegoz procesu "uscislania" humanistyki zaczely sie takze od lingwisty, de
Saussure'a, bodajze w 1911 roku i jego jezykoznawstwa strukturalnego. To on,
choc uzyl innych slow, wprowadzil rozroznienie miedzy "kodem" a "tekstem", co w
latach 60-tych zostalo przeniesione na zjawiska kultury i zastosowane i w
badaniu kultur egzotycznych (jakis niedouk wyzej oburzal sie na uzycie przeze
mnie slow "Mysl nieoswojona", a to jedna z prac tego nurtu, piora C.Levi-
Straussa), i literatury (haskie czasopismo naukowe "Semiotics"; w Szwecji -
silny osrodek na uniwersytecie w Upsali, w Polsce tkwil w tym nurcie IBL
i "Teksty"), i historii, zwanej "nowa historia". I do jednych z najbardziej
wszechstronnych nalezy tu Umberto Eco, znany wszystkim z "Imienia Rozy" i jej
hollywoodzkiej adaptacji filmowej. Jako ciekawostka - powiesc ta jest wynikiem
zakladu uczonych. Na jednej z konferencji w Bolonii prof.Eco stwierdzil, ze
wynalazl "recepte" na bestseller. I w jakis czas pozniej istotnie bestseller
napisal. Jesli siegniesz po "Imie rozy" (ksiazke, nie film), to czytaj to
wlasnie jak informatyk. Masz tam watek poszukiwania zaginionego tekstu
Arystotelesa i wspomnienie o jego "rekonstrukcji" z ocalonych fragmentow, z
ktorych mozna wylowic i "kod" i "program" - to i badawcze credo Umberto Eco.
W pracach tego nurtu, juz w pracach tego nurtu, jesli nie sa to popularyzacje,
golym okiem widzisz te "matematyke" (juz z pewnym wplywem Chomsky'ego ale
jeszcze nie do konca - generatywizm w swojej pelni znalazl swa kontunuacje
dopiero w orientacjach post-strukturalnych, glownie amerykanskich): analiza
tekstu, dajmy na to literackiego, to ciagi symboli , relacji i transformacji
logicznych. Generatywizm Chomsky'ego i jego "matryce", to wlasnie taki jezykowy
odpowiednik "programu"; co ciekawe (czy to jest w informatyce?) te matryce moga
byc samorozwijajace sie, choc tez wg. pewnych "matrycowych" regul autorozwoju,
czy autogeneracji, zawartych w tej matrycy - te "programy" ludzkiego jezyka (i
wszelkich ludzkich tworow, bo to, co ludzkie, bazuje na jezyku)same
sie "transformuja", przeksztalcajac w kolejny "program", a program produkuje
tylko limitowana postac i ilosc tekstow. Mozna by dlugo, sama o tym pisalam
(poczynajac od doktoratu w niejakim Harvardzie - bidny ten nasz Jan.K., a tak
sie staral... Moze i ten Harvard tez "lewacki"? W przeciwienstwie do stanowej
dziury w Tuscon, choc nie chce obrazac Tuscon - nie znam, ale uczelnie stanowe
maja w US opinie slabych uczelni); takze w formie, ktora zapewne lubisz, bo
przy pomocy symboli logicznych i w kodzie dwojkowym. Tego typu badania w
humanistyce istotnie prowadzi sie we wspolpracy z informatykami - nie
jako "technikami", ale bardziej w stylu inter-badan. Jesli to cie interesuje,
skontaktuj sie prywatnie na gazetowy adres- przysle ci inne namiary.
Wiecej tu nie chce pisac, by Jana K. nie zanudzac. To zbyt skomplikowane na
jego ciasna glowe. Ty Chomsky@ego czytales i wiesz, a wiec spojrz nizej i ocen,
wiedze pana Jana. Biedny, maly, chory z nienawisci czlowieczek...



Temat: Wasze "ukochane" USA jest od dawna bankrutem...
Krzychu
Twierdzisz ze USA sa przodujace w nauce. Naprawde? To sie zmienie, juz pisalem.
Wkleje cytat z Spiegel Online. Jest po niemiecku.

>Massachusetts Institute of Technology: Europa überholt Amerika bei
>Publikationen
>Noch dramatischer ist der Rückgang bei den Veröffentlichungen in
>renommierten Wissenschaftszeitschriften. So verzeichnete die als "Physical
>Review" bekannte Serie angesehener Physik-Journale einen Rückgang der US-
>Artikel von 61 Prozent in 1983 auf nur noch 29 Prozent in 2003. "Andere
>Verleger beobachten den gleichen Trend", erklärte Chefredakteur Martin
>Blume.
>Eine EU-Studie im Jahr 2003 hatte ergeben, dass Europa die USA Mitte der
>neunziger Jahre als weltgrößten Produzent wissenschaftlicher Aufsätze
>überholt hat. Doch auch Asien hat mächtig aufgeholt.

Przetlumacze dla tych ktorzy tego pieknego jezyka nie znaja.

MIT pisze: Europa wyprzedza Ameryke w publikacjach. Jeszcze dramatyczniej jest
zmniejszanie sie publikacji w renomowanych Czasopismach naukowych. A
wiec "Physical Review" znana seria czasopism o fizyce znajduje zmniejszenie
sie publikacji z USA z 61% w 1983 na 29% w 2003. Inni wydawcy obserwuje ten sam
trend twierdzi Szefredaktor Martin Blume.
Studie EU w 2003r pokazuje ze Europa USA w srodku lat 90 jako
najwiekszy "producent" naukowych czasopism wyprzedzila.
Ale i Azja tez szybko goni.

A o szkolach w USA pisalem ze moze Uniwerytety macie dobre. Ale ja mowie nie o
kierunkach finansowo/menadzerskich a mat/fizycznych. Bo tak naprawde ta wiedza
popych ludzkosc do przodu.
Chociaz do "dobry" mialbym tez uwagi. Moje dziecko studiuje na Uni w Berlinie,
medycyne na nowym, takim "amerykanskim" kierunku. I mi sie nie podoba. Ale to
kiedys indziej.
Twierdze ze wychowanie doskonalych matematykow/fizykow zaczyna sie w szkole
podstawowej. Potem juz NIKT nie pomoze. Naturalnie w dziedzinach od przesuwania
$$$ mozna pozniej. I jak to jest tam u was w USA? Nie jest tak ze na
mat/fiz/inz kierunkach sa studenci jakos glownie ktorzy NIE w waszych skolach
podstawowych sie uczyli? Tylko gdzies indziej? I do USA przyjechali na studia?
A ci co te przedmioty u was wykladaja, nie pochodza z innych krajow? I napewno
NIE po waszych szkolach podstawowych?
Co do inzynierow. A wiec ja sam troche mam doswiadczenia z Niemiec i tez z
Kanady. W Niemczech konstruuje od wielu lat elektronike. I gdzies przed 10
jedna firma w Kanadzie szukala do swojego R&D ludzi. Zaprosili mnie na
interviu. Bylem pare dni. Przyjrzalem sie Kanadzie. I stwierdzilem ze
zawracanie glowy jest tam wyjazd. Mniej bym zarabial, wcale jakis tam zalet
cenowych za oceanem nie bylo w stosunku do Niemiec. Tak naprawde nabralem wtedy
szacunku do Niemiec. A poza tym tylko biedacy albo dorobkiewicze licza kazde
Euro.
I ten wasz kraj to dokladnie olewam. Nie opowiadaj ze jest wielka roznica
miedzy Kanada a USA. W koncu powiazane kraje.
Ale nie zamierzam sie tu przepychac gdzie jest lepiej. Jest podobnie. A nawet
jak macie tam troche bogaciej to CO Z TEGO! No i nic dziwnego. W koncu od lat
okradacie Swiat. Deficytem platniczym. Ostatnio na 600 mild$. W 2004r.
Nie jest to okradanie?? Przeciez za tyle konsumujecie wiecej jak sami
produkujecie. I to towary. Oczywiscie placicie. Ale nie zmienie to faktu ze
DUZO latwiej jest produkowac $$$ niz towary. Za ktore "placicie". Ja wiem, tym
robicie dobrze Swiatu, prawda? Bo tylko WY potraficie konsumowac i tym
pozwalacie Swiatu pracowac. Nie jest to chora logika?
Ale ta wasza zarlocznoisc wychodzi wam juz bokiem. Bo aby to robic przestawiace
wasza gospodarke z produkcji na przesuwanie $$$. I tym samym jestescie coraz
bardziej zalezni od Swiata. I realnie jestescie slabsi.
I dobrze. Przed 15 laty w ten sposob RFN zniszczyl gospodarke NRD. Daniem
pieniedzy. Przestali pracowac produktywnie i zajeli sie konsumpcja. USA nie
NRD. Nie ta skala. Trzeba wysilku calego Swiata aby was rozpaskudzic. I trwa
dluzej. Ale kierunek jest dobry. Ja jestem gotow biedniej zyc aby dla was
produkowac dzieki czemu wasze fabryki sie likwiduja. A potem zobaczymy.
Chociaz ja nie twierdze ze zbankrutujecie. Po prostu spadnie wam radykalnie
poziom zycia. Ale dacie sobie rade. Wtedy ale na wlasny koszt. A dlugow NIE
oddacie. To jasne. W koncu jestescie w przesuwaniu $$$ mistrze.
Mile zlego poczatki, drogi Krzychu.
Dwa slowa o postach Maruta. Masz sporo racji. Niestety nie mam czasu na
rozpisywanie sie. Musze duzo pracowac aby Krzychowi po nos towary podrzucic.
Acha i pracuje wiecej jak 8h/dzien. I mam zalegly urlop. Ale coz. Duzo zlecen.
Na R&D.
Pozdrowienia



Strona 3 z 3 • Wyszukano 149 wypowiedzi • 1, 2, 3